BR: Czy w tym roku odbędzie się koncert w Wirydarzu?
JF: Nie będę mógł go w tym roku zorganizować, bo podwórze będzie trochę zapleczem. Tym bardziej, że chcemy robić remont, na ile to będzie możliwe z zewnątrz, żeby jak najmniej ingerować w tą przestrzeń wewnątrz. Chyba nie pozwolimy sobie na koncert, także ze względów bezpieczeństwa, jeśli tu będzie plac budowy. No i po szesnastu latach będziemy musieli zdecydować na chwilę przerwy.
BR: A co Pan powie o dniach Bochni?
JF: No myśmy namawiali, żeby to było jakoś sprofilowane i ta formuła jest fajna. Bo tu ( w mieście Bochni – przyp.red.) będzie to co powinno być, a na Smykowie będzie zabawa. Co prawda już jest trochę krytyki za ten zespół discopolowy, ale ja bym się tym nie gorszył, bo co prawda nie jest to moja muzyka, ale ludzie mają prawo to lubić. Ja z kolei zawsze optowałem za tym, żeby w Bochni stworzyć taki poziom, żeby prezentować zespoły, które potencjalnie mają duże możliwości, choć nie są jeszcze znane. Ja wiem, że ludzie chcą oglądać to, co już znają, ale myśmy z Krzysztofem Pławeckim ściągnęli, kiedyś taki zespół, który w ogóle jeszcze nie był znany, a tym zespołem był Myslovitz. I to był dobry wybór.
(BR)