Strona główna » News » Parafianie z Bazyliki św. Mikołaja w Bochni pomocni jak patron i uzbierali na kweście ponad 6,5 tys. zł dla chorego Marcina Nawrockiego

Parafianie z Bazyliki św. Mikołaja w Bochni pomocni jak patron i uzbierali na kweście ponad 6,5 tys. zł dla chorego Marcina Nawrockiego

Dzięki życzliwości ks. Bp. Andrzeja Jeża, Stowarzyszenie Przyjaciół Szkoły „Jachowicz – Tradycja i Kultura” otrzymało zgodę na przeprowadzenie zbiórki datków przy Bazylice św. Mikołaja w Bochni. Zgodę również wyraził kustosz tutejszej bazyliki ks. proboszcz Ryszard Podstołowicz. Dzięki przeprowadzonej kweście udało się uzbierać aż 6 636 zł i 88 gr. Akcja pomocy dla rodziny trwa cały czas nadal w internecie pod linkiem https://www.siepomaga.pl/marcin-nawrocki. Jeśli możesz wspomóż chorego Marcina.

Akcja pomocy dla chorego Marcina Nawrockiego rozpoczęła się już 5 kwietnia w sobotę po wieczornej mszy św. Pierwsze datki trafiły do puszek, ludzie chętnie przyłączali się do pomocy, bo cel był jak zawsze szlachetny.

Rano od wczesnych godzin porannych tzn. od 6 rano pomimo zimnej aury wolontariusze ruszyli z pomocą. Akcja trwała do późnych godzin wieczornych tzn. do 20.30, kiedy po ostatniej mszy św., nastąpiło komisyjne otwarcie puszek i przeliczenie zebranych datków. Po przeliczeniu kwoty została ona przekazana na ręce żony Marcina, Natalii Nawrockiej, która ucieszyła się bardzo z zebranej kwoty i ze wzruszeniem powiedziała, że nie spodziewała się przy takiej pogodzie takiego wyniku. – relacjonuje przebieg kwesty Beata Drużkowska – prezes Stowarzyszenia Przyjaciół Szkoły „Jachowicz – Tradycja i Kultura”, które zorganizowało zbiórkę.

Te pieniążki zostaną przekazane na leczenie mojego męża Marcina, tzn. na logopedę, psychologa, neurologa, fizjoterapeutę i innych potrzebnych w tak poważnej chorobie terapeutów. Już wiem, że nie muszę martwić się przez najbliższy czas, za co zapłacimy naszym specjalistom którzy walczą o zdrowie Marcina. – mówi Natalia Nawrocka, żona chorego Marcina.

Beata Drużkowska w imieniu stowarzyszenia dziękuje: ks. Bp Andrzejowi Jeżowi, ks. dr hab. Robert Kantor, ks. proboszczowi Ryszard Podstołowicz, księżom z Parafii Św. Mikołaja, diakonom, siostrom zakonnym, siostrze Małgorzacie z kancelarii za logistyczną pomoc oraz kościelnemu Marianowi Wasil, za pomoc oraz okazane serce i uśmiech. Szczególnie dziękujemy ks. doktorowi Markowi Mierzyńskiemu za opiekę podczas zbiórki, udostępnienie miejsca na plebanii do liczenia datków. Dziękuję wolontariuszom: Marysia Palej – Pyciak, Izunia Nakielna, Oliwka Nakielna, Natalka Nakielna, Madzia Sykta, Daniel Sykta, Mateusz Sykta, Nataniel Struzik, Krzysztof Kilian, Jan Kasprzycki, Pati Drużkowska oraz mediom, które towarzyszyły nam: Gość Tarnowski, ks. Zbiegniew Wielgosz oraz portalowi kbc24.pl.

Szczególne podziękowania kieruję do synka Eryka chorego Marcina, który dzielnie pomaga w opiece w domu nad tatą i również zbierał środki na jego leczenie wraz ze swoją mamą. Ten chłopczyk stał się małym bohaterem, a to zaledwie chłopiec z 4 kl., gdy dowiedział się o chorym tacie, był wtedy, tuż przed sakramentem  I Komunii Św. Często zagląda do sklepu z zabawkami, aby tylko je oglądnąć, bo wie, że nie ma pieniędzy na takie rzeczy, bo one są potrzebne choremu tacie. Pomimo wieku jest bardzo wrażliwym chłopcem myślącym o tacie i innych. Ta choroba zrodziła wiele dobra wśród mieszkańców Bochni, którzy jednoczą się i pomagają z serca, mówiąc wrzucamy wszystko co mamy, bo to młody człowiek potrzebujący pomocy. – mówi Beata Drużkowska.

Opis zbiórki która odbyła się pod Bazyliką św. Mikołaja w Bochni i która trwa nadal w internecie pod linkiem https://www.siepomaga.pl/marcin-nawrocki

W nocy z 15 na 16 marca 2024 r. moje życie legło w gruzach jak mur, który wyburzyła kula armatnia. Obudził mnie wtedy telefon. Przyniósł najgorszą wiadomość – mój ukochany mąż, Marcin, w wieku 44 lat doznał rozległego zawału serca. Przebywał wtedy setki kilometrów od domu, w pracy, daleko od nas – ode mnie i naszych dzieci…

Marcin całe życie ciężko pracował, żeby zapewnić nam byt. Praca w firmie wykonującej posadzki przemysłowe była dla niego nie tylko źródłem dochodu, ale także pasją. Częste delegacje i zmęczenie stały się towarzyszem codzienności, ale nigdy się na to nie skarżył. Tamtej nocy, w trakcie pracy w Poznaniu, nagle poczuł, że robi mu się słabo i upadł. To był rozległy zawał serca. Jego życie wisiało na włosku. Przeżył tylko dzięki natychmiastowej reanimacji. 

Niestety, po przewiezieniu go do szpitala doszło do bardzo groźnej komplikacji – wstrząsu kardiogennego. W konsekwencji jego mózg przez 20 minut był pozbawiony tlenu. 20 minut… To wystarczyło, by spowodować nieodwracalne zmiany w jego organizmie: niedotlenienie mózgu, niewydolność serca, rozległe uszkodzenia ośrodkowego układu nerwowego, zespół czołowy, utrata pamięci, zaburzenia zachowania, niepełnosprawność w stopniu znacznym… Lista zdaje się nie mieć końca… 

Marcin Nawrocki

Marcinowi dawano maksymalnie dwa miesiące życia.  Ale ja nie mogłam się poddać. Codziennie byłam przy nim. Puszczałam mu nagrania naszych dzieci, szukałam cudu… I cud się wydarzył! Powoli zaczynał reagować, potem poruszać palcami, potem próbować mówić. Walczyłam… Po miesiącach ciężkiej walki Marcin został przewieziony do szpitala w Bochni, a potem do specjalistycznej placówki rehabilitacyjnej. Dzięki pracy niesamowitych specjalistów zaczął chodzić! Każde jego słowo, każdy krok, każda najmniejsza poprawa to dla nas cud okupiony ogromnym wysiłkiem i bólem. Ale ta walka wciąż trwa…

Teraz Marcin wymaga stałej rehabilitacji neurologicznej, fizjoterapeutycznej i kardiologicznej. Musi być pod stałą kontrolą psychiatryczną i neurologiczną. Ja, jako jego żona, musiałam zrezygnować z pracy – Marcin wymaga 24-godzinnej opieki. Każdy dzień to dla nas walka – nie tylko o jego zdrowie, ale i o to, by starczyło nam na leki, terapię, opiekę specjalistów. Mamy dwóch cudownych synów – 4-letniego Adasia i 11-letniego Eryka. Oni też walczą, na swój dziecięcy sposób, trzymając tatę za rękę, opowiadając mu historie, wierząc, że jeszcze będzie dobrze.

Marcin Nawrocki

Ale koszty tej walki są niewyobrażalne. Prywatne wizyty lekarskie, terapia, leki – to kwoty, których nie jesteśmy w stanie udźwignąć. Miesięczny pobyt w specjalistycznej placówce rehabilitacyjnej kosztuje 35 tysięcy złotych! To dla nas suma nie do zdobycia. Nie mamy już oszczędności, nie mamy już sił prosić – ale nie mamy też innego wyjścia.

Błagam Was o pomoc. Każda wpłata, każda złotówka to szansa na to, że Marcin będzie mógł odzyskać życie. Marzę o tym, by kiedyś mógł znów być samodzielny. By nasz dom znów wypełnił się jego śmiechem. By nasze dzieci nie musiały patrzeć, jak ich tata każdego dnia zmaga się z własnym ciałem.

Proszę, pomóżcie nam w tej walce. Udostępnijcie tę zbiórkę, wpłaćcie choćby symboliczną kwotę. Każdemu z Was będę wdzięczna do końca życia. Dobro wraca. Wierzę, że z Waszą pomocą możemy przywrócić Marcinowi życie. Dziękuję z całego serca! 

Żona Marcina z dziećmi

Zobacz także

26 stycznia kolejne Bocheńskie Spotkanie Przedsiębiorców

Burmistrz Miasta Bochnia Magdalena Łacna serdecznie zaprasza na kolejne Bocheńskie Spotkanie Przedsiębiorców, które odbędzie się ...

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

CAPTCHA
Change the CAPTCHA codeSpeak the CAPTCHA code