Strona główna » Kultura » Integracja. Muzyka. Zabawa – Jam session w Małej Czarnej.

Integracja. Muzyka. Zabawa – Jam session w Małej Czarnej.

Ten wieczór był szalony. Tłum stał pod drzwiami i dawno już nie było tak ciężko wejść do klubu. Wewnątrz tropikalna temperatura, ale ta jeszcze miała wzrosnąć.

Jam session rozpoczęli trenerzy, z którymi gościnnie zaśpiewał Marcin Furmański. Potem scenę opanowali uczestnicy warsztatów, a pieczę nad wszystkim sprawowała niestrudzona, zabiegana i ciągle uśmiechnięta Ewa. Poziom jaki zaprezentowali muzycy był bardzo wysoki. Słychać było, że wielu z nich już w tej chwili ma papiery na zawodowe granie, mówimy tu zarówno o instrumentalistach, jak i wokalistach. W coraz to nowych składach mieszali się uczestnicy warsztatów i trenerzy. Ta integracja sprawiała, że znikały gdzieś granice pomiędzy uczniami i nauczycielami, wszystkich łączyła świetna zabawa. Dotyczy to też publiczności Małej Czarnej, która tłumnie bawiła się pod sceną.

Czas jam session był też okazją do rozmowy z trenerami i uczestnikami warsztatów. Pierwszą rozmowę przeprowadziliśmy z Adamem Jarzmikiem. Jak się okazuje Adam mieszka niedaleko Rajbrotu. Opowiedział nam o swojej edukacji muzycznej pod okiem Wojciecha Groborza i ciężkiej pracy, jaką musiał wykonać, aby dziś studiować fortepian jazzowy. Zapytałem go o warsztaty, ale poszliśmy chyba nieco dalej.

– Ja bym chciał, jak najwięcej powiedzieć. Czasem to jest monotonne, bo jedną frazę trzeba ćwiczyć przez godzinę, ale trzeba to przejść i iść dalej. Mi się wydaje, że w muzyce są takie etapy. Na początku, jak się zaczyna, przeskakuje się z jednego etapu na drugi, bo one są teoretycznie proste. Potem człowiek zatrzymuje się na jakimś etapie i nie przeskoczy go w tydzień i nikt nie wie, kiedy to przeskoczy. Aż przyjdzie taki dzień piękny, słoneczny, a może deszczowy i nagle przeskakuje się ten etap, ale jednocześnie kolejny etap jest jeszcze trudniejszy.

Wspomniał też o sowich studiach: My się teraz wszyscy uczymy tych skal, patentów i spisujemy solówki.
I jak będziemy wiedzieć wszystko, jak skończymy studia, to trzeba będzie to wszystko wyrzucić i zacząć grać sercem.

Obok Adama stali Tomek i Szymon, jego podopieczni, z którymi też wymieniliśmy kilka uwag.

– To jest fajna przygoda, bo można się wiele dowiedzieć, bo dużo już wiedziałem, że są takie skale, ale nie wiedziałem, że tak to można zagrać, to jest kosmos – mówi Szymon z Sącza.

A Tomek saksofonista, kolega Adama ze studiów, który po prostu lubi klawisze dodaje :

– To jest tak, że gra się, bo się gra. Różne rzeczy trudne już potrafisz zagrać, a tutaj się dowiadujesz, że powinieneś tak naprawdę wrócić do podstawówki, bo braki i luki są olbrzymie i trzeba by ten poziom, jakoś wyrównać. I tutaj to sobie uświadomiłem. Po to są te warsztaty. Wiedza i świadomość tego co się gra.

Jak to na takich imprezach bywa, w przejściu, na kanapach, przy stole, w ciągłym ruchu spotykasz ludzi, przysiadasz się, rozmawiasz. Pogadaliśmy zatem z Piotrem Żaczkiem o jego bocheńskich znajomych i spotkaniach. Piotr ma w sobie dużo luzu, jest bardzo otwarty. Mówił o tym, że trzeba mieć dystans do siebie i tego co się robi. Opowiedział też historię, jaka mu się w Bochni przydarzyła i wiąże się także z Music Battle. Otóż wracając z wycieczki na Słowację, zatrzymał się z przyjaciółmi w Bochni, żeby zatankować samochód. Na tej samej stacji jakiś chłopak tankował swój skuter i zobaczywszy Piotra, stwierdził, że go zna i poprosił o wspólne zdjęcie. Piotr oczywiście się zgodził. W historii nie byłoby nic szczególnego, gdyby nie fakt, że kiedy Piotr o tym opowiadał, na scenie właśnie grał ten chłopak, który zgłosił się na warsztat.

Rozmawialiśmy też z najstarszym uczestnikiem warsztatów Januszem, który jest uczniem Ewy Niewdana – Hady, zapytaliśmy czego się nauczył.

– Oddychania przeponą i śpiewania, i dużo fajnych ćwiczeń i bardzo jej jestem za to wdzięczny. Ja sam ćwiczyłem, kiedyś różne rzeczy, ale jak się od zawodowca czegoś dowiesz to, są to nowe rzeczy. Na naukę, nigdy nie jest za późno. Jak przyszedłem do domu, wziąłem gitarkę i zaśpiewałem pierwszy raz na luzie, dlatego, że dzisiaj się czegoś dowiedziałem. I fajnie było na drugich zajęciach, kiedy zaśpiewaliśmy sobie wspólnie, taką piosenkę gospel i jutro będziemy to kontynuować.

„Jam” ciągnął się przez noc, dźwięki nie opuszczały lokalu, choć publiczność powoli tak. Uczestnicy warsztatów, mieli bowiem świadomość dzisiejszych zajęć. Tej nocy zdarzyło się coś wyjątkowego, choć wiele „Jam session” widzieliśmy na scenie Małej Czarnej. Byli tam ludzie z całej Polski, młodzi, starsi i były też dzieci. Wszystkich łączy zamiłowanie do muzyki, do wspólnego działania i do zabawy. Bo muzyka to pasja, wyzwanie, ciężka praca, ale przede wszystkim zabawa.
Dołączmy do tej zabawy dzisiaj na Piano Battle, które rozpocznie się w Szkole Muzycznej o godzinie 19.30 i będzie podsumowaniem warsztatów Music Battle.
(BR)

Zobacz także

Otwarcie wystawy Sakralne dziedzictwo Ziemi Wiśnickiej

„Sakralne Dziedzictwo Ziemi Wiśnickiej” to kolejna wystawa zorganizowana w „plenerowej galerii” jaką tworzy wiśnicki Rynek. Dlaczego sztuka ...

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

CAPTCHA
Change the CAPTCHA codeSpeak the CAPTCHA code